boks poznań |wolters kluwer praca |szkoła
trendy.wydarzenia4us.com

„Ciskami kopyt jego własnego konia. Czyżby kierował się w złą stroną Postanowił zawrócić.
Teraz posuwał się stępa, z oczami utkwionymi w ziemię, aż do miejsca, w którym obok świeżych tropów własnego wierzchowca odnalazł inne, nieco zatarte, właśnie te sprzed trzech dni. Odetchnął z ulgą. Stary, podwójny trop skręcał i tego skrętu poprzednio nie zauważył. Natychmiast naprawił błąd. Ale po dalszej godzinie jazdy musiał znowu się zatrzymać. Na kamienistym ugorze zatarły się wszelkie ślady. Próżno ich szukał. Doświadczony traper wróciłby do miejsca, w którym trop się urywał, i od tego miejsca posuwał się zakreślając coraz większe koła, aż wreszcie natrafiłby na afiszy odcinek przerwanego tropu. Ale Karol nie posiadał doświadczenia w takich sprawach. Postąpił bardzo nierozsądnie, bo ruszył prosto przed siebie uznawszy, że właściwy kierunek wyznacza mu linia kopulastych wzgórz. Przypomniał sobie, że wzdłuż takiej właśnie linii jechał z Cartym, zanim trafili do zielonej dolinki.
Wyglądało na to, że się nie pomylił, bo po półgodzinnej jeździe odkrył trop koński. Któż mógł tędy wędrować, jeśli nie Carty
Puścił się cwałem tą wyraźną ścieżką, nie zwróciwszy uwagi na fakt, że odciski kopyt wyglądały zbyt świeżo. Ta szybka jazda została wkrótce przerwana. Wśród kamienistych gruzów trop powtórnie się urwał. Znowu zeskoczył z konia i szukał pilnie dokoła, nie chcąc popełnić raz jeszcze tego samego błędu. Pogratulował sobie cierpliwości, gdy po kilkunastu minutach odnalazł zagubione ślady. Ruszył nimi żwawo, przekonany, ze po tak długiej joździe lada chwila ujrzy zabudowania Custer City. Nadaremnie. Jak daleko sięgnął jego wzrok, nie dostrzegł najmniejszego nawet drzewka. Zdecydował się dać wytchnąć koniowi. Zeskoczył z siodła, oglądając się za skrawkiem cienia. Nadaremnie. Dokoła przestrzeń skąpana w słońcu, choć ponura. Linia pagórków błyszczała czarno, a gleba miała odcień rudobrązowy. Wyjął fajkę, zapalił i począł przechadzać się to zerkając na niebo bez jednej chmurki, to na ziemię — bez jednej trawki. Nagle zatrzymał się, pochylił i ukląkł. Fajka wypadła mu z ust. Karol zauważył nie jeden, lecz dwa ślady, dwie ścieżki wydeptane końskimi kopytami. Czyżby do Cartyego przyłączył się jakiś drugi jeździec Ale odciski obu koni wyglądały identycznie! Jednakowo świeże. Jakby sprzed kilku godzin. To nie mógł być Carty. Poprowadził kilka kroków własnego wierzchowca, bo zrodziło się w nim podejrzenie, że oba tropy odcisnęły te same kopyta.“(5)


włodarzewska developer |barc opinie |mieszkania Warszawa